Najlepszy kosz – nie tylko do Mostera

image44Jak pewnie wiecie, użytkuję napęd EC25 Moster zakupiony w „starej” firmie EC Extreme. Mam tu na myśli kosz wyprodukowany przez poprzedniego właściciela. ZAZNACZAM, że tekst ten dotyczy starych koszów. Nowe kosze wyprodukowane przez nową firmę EC Extreme (firma Cyklo), to całkiem nowe, poprawione konstrukcje, które nie posiadają poniżej wymienionych wad. Nie wypowiadam się tym razem na temat silnika Moster, gdyż robiłem to wielokrotnie. Tematem tego wpisu będzie kosz ochronny, który zakupiłem i przetestowałem. Kto posiada napęd EC25 ze starą wersją kosza, ten wie, że kosze te były delikatnie mówiąc – marnej jakości. Nie mam tutaj na myśli samej funkcjonalności, która mi odpowiadała, oraz wyglądu, który dzięki hydrografice zyskiwał w oczach klientów. Wymienię teraz wady, które sprawiały, że zająłem się poszukiwaniem mojego ideału kosza. Wady starego kosza EC25 (w nowych koszach wszystko zostało poprawione – czytaj o nowych koszach):

  • kiepskie spawy,
  • wyginające się uchwyty silnika (tzw. łapy),
  • pękające rurki,
  • słaby oplot i pracochłonna wymiana linki + po wymianie dzwoniące nity w rurkach,
  • wycierające się mocowanie wypór,
  • brak sztywności kosza,
  • giętkość, która powodowała, że nawet delikatny ślizg powodował, że kosz wyginał się we wszystkie strony,
  • drogie części zamienne kosza.

Nowa firma EC Extreme wzięła się ostro do pracy, całkiem zmieniając konstrukcję kosza Mostera. W przypadku zakupu Mostera od nowej firmy EC Extreme, możecie być spokojni o jakość kosza. Nowe kosze firmy EC Extreme z Gdyni nie mają nic wspólnego ze starymi koszami. Nowe kosze, wyprodukowane przez nowego właściciela są dopracowane, posiadają mocny i gęsty oplot oraz strefę zgniotu. Dowodem na to jest fakt, że te kosze, po serii testów,  zostały zaaprobowane przez zachodnie szkoły latania do szkolenia młodych pilotów. Wiem, że po tym artykule wielu klientów dzwoni do EC Extreme i pyta o jakość koszy. Ale proszę zrozumieć, że ten artykuł i wady, które wymieniłem, dotyczą STARYCH KOSZY, które wyprodukowała poprzednia firma.

Co jednak w przypadku, gdy ktoś posiada starą wersję kosza „starej” firmy EC Extreme?

Długo poszukiwałem kosza do Mostera, który spełniłby moje oczekiwania. Przetestowałem ich kilka modeli, lecz ostatecznie zawsze powracałem do oryginalnego. Bardzo dobrym koszem był model z Motoparafly, lecz nie był to kosz dedykowany dla silnika Moster, lecz dla SoloV, więc musiałem pokombinować z mocowaniem silnika. Ostatecznie zrezygnowałem z niego, gdyż dystanse, na których umocowałem silnik, były zbyt długie, co powodowało, że napęd wydawał się dużo cięższy, niż w rzeczywistości był. Ten kosz był po prostu zbyt głęboki i śmigło zaczepiało o rurki kosza. Dodatkowo zastosowanie większego i szerszego zbiornika od Mostera (12l) niż w oryginale (9l) utrudniało tankowanie, zaś uprząż Dudka, nie do końca dawała się wyregulować (oryginalna z SoloV ma podwieszenie dolne). Za to kosz ten miał genialne ruchome wypory, osadzone na łożyskach ślizgowych, których najbardziej mi żal. Byłe też perfekcyjnie wykonany. Ostatecznie ten kosz podarowałem koledze.

Po testach różnych koszy, znalazłem kosz produkcji Pawła Ścibiorskiego, przy którym z pewnością zostanę na dłużej. Po wielu próbach tego kosza, mogę Wam go w końcu opisać.

Kosz bezoplotowy dla Mostera

Kosz bezoplotowy dla Mostera

Wątpliwości i zakup

Paweł zaproponował mi kosz bezoplotowy. Choć znałem podobne konstrukcje, nie mogłem się do niej przekonać. Przecież oplot to podstawa! Mimo wątpliwości, po otrzymaniu kilku zdjęć gotowego kosza, postanowiłem zaryzykować i go zamówić. Wcześniej konsultowałem się z Pawłem i wysłuchałem założeń odnośnie budowy koszy PPG. Z rozmowy wynikało, że człowiek ten ma dużą wiedzę na temat fachu, którym się zajął i produkuje kosze dla wielu znanych producentów. Uzgodniliśmy szczegóły i po kilkunastu dniach otrzymałem nowy kosz. Zamówiłem wersję bez malowania, gdyż nie wiedziałem jeszcze, jakich kolorów użyć. Dodatkowo chciałem ocenić jakość spawów, która po malowaniu wygląda lepiej, niż w rzeczywistości. Kosz jest bardzo lekki a jego konstrukcja idealnie dopasowana do silnika. Silnik jest zamocowany blisko pleców, co sprawia, że napęd wydaje się niezwykle lekki.

Jakość wykonania

Jakość kosza wykonanego kosza to czysta perfekcja. Jako że nie jestem spawaczem, konsultowałem się z fachowcami z tej dziedziny. Oglądali spawy i byli pod wrażeniem fachowości. Bardzo spodobała mi się sama konstrukcja stopki, która choć wygląda minimalistycznie, wygląda na wyjątkowo trwałą. Kosz zamówiłem bez wysyłania silnika, a mimo to, wszystko pasowało idealnie, czego nie można powiedzieć o koszu Mostera w starej wersji, gdzie trzeba było uginać amortyzatory, by przykręcić silnik. Wygięcia konstrukcji metalowego „oplotu” były idealne i bez żadnych uszkodzeń rurek.

image44

Zbiornik paliwa mocowany na śruby – w końcu tak, jak być powinno, ale ja dodatkowo użyłem paska na rzep ze starego kosza, w celu dodatkowego zabezpieczenia zbiornika.

zdjęcie

Wypory

Przed zakupem kosza, uzgodniłem z producentem, że wolę wersję z krótkimi wyporami. Nie wiem o ile dłuższa jest wersja wypór długich, lecz model który mam, idealnie się sprawdza. Wsiadanie oraz wysiadanie z uprzęży nie sprawia mi żadnych problemów. Mocowanie wypór jest solidne. Nie ma tu klików, lecz zawleczki, więc nie będą wyrabiać się dziury w rurkach, w których mocowane są wypory (mam taką nadzieję).

Montaż i demontaż kosza

Oryginalny kosz Mostera przyzwyczaił mnie do szybkiego montażu, więc byłbym niezadowolony, gdyby kolejny kosz składało się zbyt długo. Mój nowy bezoplotowy kosz, dzielony jest na cztery części i mocowany w całość rzepami. Mimo jednego elementu więcej, składa się go i rozkłada wyjątkowo szybko, dzięki dobremu spasowaniu elementów. Wolałbym jednak wygodniejsze kliki, niż rzepy, choć wydaje mi się, że rzepy dają dodatkową stabilność.

image1111

Stabilność kosza bezoplotowego

W tym punkcie muszę zaznaczyć wyjątkową odporność tego kosza na drgania. Gdy pierwszy raz odpaliłem silnik,  byłem pod ogromnym wrażeniem. Prawie nie drga w porównaniu do starego kosza – i to nawet przy wolnych obrotach. Podczas testów w locie, odwracałem głowę, by znaleźć zakres obrotów, przy których dojrzę wpadanie elementów bocznych kosza w rezonans z silnikiem i związane z tym duże drgania. Na szczęście takich nie znalazłem – wszystko w normie, czego nie mogę powiedzieć o starym koszu. Metalowy oplot nadaje mu wyjątkową stabilność. Choć moja wersja kosza posiada tylko jedną obręcz (są też wersje dwuobręczowe), według mnie zachowuje wystarczającą sztywność.

zdjęci2e

Bezpieczeństwo

Wiem, że znajdą się piloci, którzy będą krytykować rozwiązanie bezoplotowe. W przypadku zastosowania sznurka, istnieje możliwość wykonania gęstego oplotu, jednak powszechnie dostępne kosze posiadają dość rzadki rozstaw oczek oplotu, a dodatkowo oplot często ulega uszkodzeniu. Z własnego doświadczenia wiem, że niektórzy piloci nawet w przypadku uszkodzenia oplotu, wiążą koniec urwanego sznurka i startują zamiast naprawić uszkodzenie. Niektóre kosze mają tak rzadki i niepełny oplot, że odnoszę wrażenie, że konstruktorzy bardziej skupiają się na wyglądzie i łatwości mocowania oplotu niż na bezpieczeństwie pilota. Kosz bezoplotowy jest wykonany tak, że ręka w żaden sposób nie może dostać się w obszar śmigła, gdy napęd jest założony na plecach. Poza tym „oplot” metalowy nie ugina się i nie urywa, co sprawia, że jesteśmy mniej narażeni na kontakt ze śmigłem w porównaniu do tradycyjnego oplotu. Wielokrotnie próbowaliśmy przełożyć rękę przez rurki stanowiące oplot, lecz nikomu się to nie udało. Być może, przy totalnie mało prawdopodobnym splocie wydarzeń, niemożliwe staje się możliwe, lecz będę się upierał, że mniej możliwe w koszu bezoplotowym. Znam też wypadki, które zdarzały się właśnie poprzez luźny lub nieprawidłowy oplot sznurkowy lub żyłkowy. Kiedyś stara wersja kosza Mostera rozszarpała pasek manetki podczas startu. Przyczyną był sam kosz, który trochę skrzywił się w bok, powodując zbliżenie śmigła do kosza i dodatkowo poluzowanie linki oplotu, który z kolei ugiął się podczas wyciągania skrzydła. Na szczęście nic się nie stało. Innym razem koledze podczas startu urwała się żyłka oplotu. Oderzenie w dłoń żyłek oplotu zakończonych haczykiem mocującym oplot do stopki kosza w dłoń było tak silne, ze została ona głęboko rozerwana i raną musiał zając się chirurg. Uważam, że nic podobnego stać się nie powinno w przypadku kosza bezoplotowego. Oczywiście nie chce generalizować, gdyż są też kosze z poprawnie wykonanym oplotem linkowym, lecz mimo to, oplot metalowy bardziej mnie przekonał.

Moje uwagi

  • dla wygody wolałbym zamiast rzepów – kliki, wówczas kosz składałby się w kilkanaście sekund 🙂
  • brak „oczka” na mocowanie szarpanki – ale sobie takiego nie zażyczyłem i jest to moja wina,
  • w przypadku starych – dużych szarpanek Mostera z dodatkowym metalowym dystansem pomysłu Adama Kurdziela, trzeba dodać dodatkowo zastosować podkładki pomiędzy amortyzatory silnika a ramę napędu (około 8mm), gdyż ta szarpanka jest bardzo szeroka i może zaczepiać o ramę napędu. Problem nie dotyczy nowych szarpanek i szarpanek bez dystansu aluminiowego. Nie jest to wada kosza – raczej zaleta, gdyż silnik ma być jak najbliżej pleców i tak właśnie jest. Jest to tylko uwaga dla posiadaczy dużych szarpanek z „przejściówkami” aluminiowymi.

Nowy bezoplotowy kosz można zamówić w wersji jedno lub dwuobręczowej. Z doświadczenia wiem, że już jeden ring daje bardzo duża stabilność i ochronę śmigła. W przypadku zastosowania dwóch obręczy, kosz ten z pewnością dodatkowo zabezpieczy śmigło w przypadku upadków, co jest ważne dla mniej doświadczonych pilotów. Zastanawiałem się także nad oporem, jaki powoduje grubszy oplot metalowy. Z teorii wynika jednak, że mniejszy opór stawia mniej grubszych elementów, niż więcej cieńszych. Jest to jednak trudne do zmierzenia w praktyce. Zawodnicy zwykle usuwają część oplotu, by zmniejszyć opór linek. Z drugiej strony nie jestem zawodnikiem, więc ta kwestia jest dla mnie pomijalna. Natomiast bardzo ważna jest dla mnie wytrzymałość kosza, jego stabilność oraz wygoda użytkowania, którą w końcu znalazłem właśnie w tym bezoplotowym koszu i mogę w końcu polecić go wszystkim zainteresowanym.

Galeria kosza ze strony producenta (http://www.fotosik.pl/u/cyganppg/zdjecie/33/album/1459007)

Ceny kosza:

  • jednoobręczowy z tradycyjnym oplotem linkowym : 1180 zł.
  • dwuobręczowy z tradycyjnym oplotem linkowym : 1280 zł.
  • jednoobręczowy bezoplotowy : 1480 zł.

Producent kosza: Paweł Ścibiorski 535 621 421

tekst: Leszek Klich

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

5 odpowiedzi na „Najlepszy kosz – nie tylko do Mostera

  1. celulit mówi:

    Leszku,
    A jak wygląda zmiana – czy przekładamy silnik z poduszkami czy tylko dokładamy kosz do istniejącej stopy ?

    • Leszek Klich mówi:

      „A jak wygląda zmiana – czy przekładamy silnik z poduszkami czy tylko dokładamy kosz do istniejącej stopy?”

      Przekładamy silnik wraz z poduszkami. Stopa nowego kosza różni się od starej.

  2. Leszek Klich mówi:

    Ale narobiłem… W artykule popełniłem błąd logiczny, który teraz prostuję. Otóż napisałem błędne zdanie, z którego wynika, że nowe kosze Mostera są poprawione a lista wad, które wymieniłem jest nadal aktualna. Co za głupota, a ile kosztowała zdrowia firmę… Potem się zaczęło: rozdzwoniły się telefony do EC Extreme z wątpliwościami. Przepraszam że tak wyszło. Nowe kosze Mostera – TO KOMPLETNIE INNA KONSTRUKCJA NIŻ STARE. Nie mam nic do zarzucenia nowym koszom firmy. Ten tekst dotyczy wyłącznie starych koszy, które już nie są sprzedawane a ja popełniłem poważny błąd w tekście. Przepraszam firmę EC Extreme, że narobiłem Wam problemów. Przepraszam też użytkowników i potencjalnych klientów firmy, że przez głupi błąd w tekście, zaczęliście mieć wątpliwości co do jakości nowych koszy. Jeśli chcecie znać opinię o nowym koszu – dzwońcie lub piszcie. Chętnie odpowiem i opiszę wam różnicę starego i nowego kosza.

    pozdrawiam
    Leszek Klich

  3. booss mówi:

    Witam czy ceny sa podane netto??. Pozdrawaim

    • Carlo mówi:

      Zadzwoń do Cygana i się dowiedz. Koleś jest konkretnym fachowcem i myśle, że dogadacie się napewno.