Przede wszystkim ważne, żebyście wiedzieli, że nie istnieją konkretne przepisy zabraniające przewozu napędu paralotniowego na pokładzie samolotu linii lotniczych. Wszystko zależy od ludzi odpowiadających za bezpieczeństwo bagażu, którzy mają w danym czasie dyżur na lotnisku.
Podróż rozpoczęła się w Kołobrzegu pociągiem do Gdańska, z jedną przesiadką w Białogardzie. Kolejne etapy podróży to Frankfurt nad Menem, Shanghai i Sydney. Szczerze mówiąc, najbardziej obawiałem się przesiadki w Niemczech.
Przygotowania rozpocząłem na dzień przed podróżą. Ponieważ jeszcze w Polsce trochę polatałem przewożonym napędem, dało się w nim wyczuć zapach paliwa. Porządnie wyczyściłem więc cały silnik i uprząz. Z przewodów paliwowych, zbiornika paliwa, gaźnika i cylindra pozbyłem się resztek paliwa. Kupiłem największą dostępną torbę bazarową, dużo folii bąbelkowej i czarną folię do pakowania paczek. Ramę z silnikiem i wydechem porządnie zabezpieczyłem, ponieważ torba bazarowa niestety nie jest sztywna. Czarna folia pakowa uszczelniła całość, by pozbyć się resztek zapachu benzyny, która pozostała gdzies w zakamarkach. Sprajem Airwick o zapachu zimowym przesączyłem ręcznik papierowy i poutykalem go we wszystkie możliwe otwory, gdzie mogło dostać się paliwo: wlot powietrza do gaźnika, żeberka cylindra, wydech rezonansu itp. kawałkami kartonu usztywniłem spod torby i umieściłem w niej napęd.
Na koniec, do wnętrza upchnąłem wiele miękkich zabezpieczeń łącznie z 'pachnącym’ ręcznikiem papierowym.
Dwie połówki kosza zabezpieczyłem gąbczastą osłoną na rury, a następnie pozaciskałem je plastykowymi zaciskami do kabli (tzw. „tyrtytki”). Do wnętrza kosza włożyłem paralotnię w plecaku i umocowałem ją do kosza za pomocą pasków i tyrkotek. Całość owinąłem czarną folią pakową. Z kawałka sznurka dorobiłem też „rączkę” do przenoszenia.
W ten sposób miałem dwie OGROMNE części bagażu.
Czy się udało? Tak!
Rama z silnikiem w torbie była deklarowana jako mój bagaż osobisty, zaś kosz z glajtem jako sprzęt sportowy.
Najwięcej problemów miałem w Gdańsku na lotnisku Wałęsy. Miła Pani przyjęła pakunek, ale po pół godzinie z głośników dało się słyszeć zaproszenie do pokoju bezpieczeństwa. Tam dwóch sympatycznych Panów (poważnie!) zapytało, co to, po co i dlaczego. Rozerwali pakunek z silnikiem i upewnili się, że nie ma resztek paliwa, a naped jest nowy. Jeszcze na szybko pokazałem im jakieś filmy z latania na komórce i rozstaliśmy sie z uśmiechem. Reszta podróży przebiegała bezproblemowo. Napęd doleciał bez uszkodzeń do Sydney.
Koszty:
Sprzęt sportowy GDA-FRA 37Euro (PLL LOT)
Sprzęt sportowy FRA-SYD 100Euro (China Eastern)
Na szczęście nikomu nie przeszkadzała nadwymiarowość bagażu.
Teraz kombinuję, jak zmodyfikować walizkę, by zmieścić do niej ramę z silnikiem i wydechem (WASP/Osa) oraz jakiś pokrowiec na kosz, by nie bawić się w gąbko-rurki.
Taki zestaw jest mało mobilny – co nie jest niespodzianką, ale byłoby fajnie, gdyby dało się go transportować w pojedynkę.
Może komuś przyda się relacja z podróży z pierwszej ręki.
W razie pytań, proszę o kontakt lukaszpg@gmail.com
Angielska wersja artykułu: http://www.myparagliding.blogspot.com.au/2012/12/my-travel-with-paramotor-by-airline.html



Takie cos moze by ci se przydalo ??
http://www.youtube.com/watch?v=4boR8EdTV7g
Dziekuje za mile slowo Bartek.
Leszek,Łukasz ,oby na stronie było więcej tak przydatnych informacji.Można to będzie zastosować też w autokarze.Nie wiem czy nie wyląduję na 2-tygodniowej autokarówce w tym roku więc porada jak znalazł :).