Wózek Aironepro – wypadek na targach w St Hilaire

E3142195Zdarzyło to się zaraz po wystawie/targach sprzętu w St Hilaire – znanym ośrodku latania na miękkopłatach. Wystawa jest w zasadzie jedną z ważniejszych w Europie. Dużą jej częścią jest giełda typu secondhand sprzętu ppg i pppg zarówno używanego jak i oczywiście nowego – ale to już zmartwienie odpowiednich Urzędów Skarbowych we Francji. Jednym z ciekawszych eksponatów był wózek Airone.Pro. Solid  (polska – rodzima konstrukcja) sygnowany z logo Ec-Extreme – znanego producenta ze stajni Vittorazzi, specjalnie zrobiony na rynek europejski dla ich nowych napędów.Ec-Extreme posiadało stoisko, na którym oczywiście były wystawione aktualne produkty – napędy i akcesoria do nich, ale i wózek airone.pro, specjalnie skonstruowany do większości  napędów plecakowych posiadających system wypór (stałych i ruchomych). Firma airone.pro z założenia nie konstruuje i nie produkuje wózków dla napędów bez wypór (nieprawdopodobne ryzyko uszkodzenia kręgosłupa przy posadzeniu pilota na “stołeczku”).

Wracając do tematu. Właściciele  Ec-Extreme po zakończonych targach i udanych rozmowach biznesowych,  zostali poproszeni o przyjazd ze swoim sprzętem w tereny bardziej równinne – sprzyjające lataniu silnikowemu. W jednej ze znanych szkół paralotniowych pod Paryżem, za namową właścicielki, udostępnili sprzęt wystawowy – wózek Airone.Pro Solid z podpiętym napędem EC-Moster,  znanemu w okolicy pilotowi (z uprawnieniami do latania z pasażerami), do testów lotnych.

Pacjent rozłożył szmatę (Dudek – Nucleon WRC 27) natychmiast odpalił napęd i w palnik. Wiało ok. 6-7 m/s. poszedł w górę po 3 m rozbiegu. Na zdjęciach widać jak zapalczywie ściąga sterówki. Po złapaniu wysokości ok 60 m bez odpuszczenia sterówek podejmuje  szaloną decyzję  – szybki  zakręt na kierunek z wiatrem… przy jednej całkowicie ściągniętej sterówce i drugiej na 50%. Reakcja glajta natychmiastowa i jak ktoś wie –  prawidłowa  – okręcenie linek, złożenie części nawietrznej i odpowietrzenie części wewnątrz skrętu. Za nośność odpowiadały już  tylko 2 (pozostałe wg obserwatorów)  komory centralne – w języku spadochroniarzy – kalafior. Pilot będąc świadomym czekającego go niechybnie kontaktu z Matką Ziemią, nastawił się jeszcze na kontakt z Kostuchą (nieświadome oddanie kału i moczu)  i w momencie przyglebienia wystawił rękę (odruchowo) w kierunku  zbliżającego się gruntu. Nie był kompletnie świadomy tego, że odbił się od twardego, oranego gruntu  dwukrotnie. Przeloty po odbiciach ca. 3 m. A dookoła cisza…

Miejscowi  uprawiacze roli, widząc całe zdarzenie i postać leżącą bez ruchu na ich polu, zadzwonili do wszystkich służb, które wg ich mniemania mają w temacie coś do powiedzenia.  Wezwano Policję, Pogotowie, miejscowy Urząd wypadków lotniczych (pewnie i odpowiednika Koronera – zgłoszono wypadek śmiertelny) które to służby odmeldowały się w rewelacyjnym czasie 15 min.
Oględziny – facet krwawi z ust, nie rusza się i ogólny wgląd w zniszczenia nie wróży nic dobrego. Fachowcom udaje się go doprowadzić do świadomości. Krwawienie – przygryzł wargę, wybity bark i wymiana bielizny – strach przed ostatecznym. Gość wstaje, i po oględzinach w szpitalu idzie do domu  i telefonicznie dziękuje producentom wózka za życie.

Zaraz po zdarzeniu przeprowadzono oględziny całego sprzętu. Rama napędu (konstrukcja aluminiowa) uległ całkowitej destrukcji. Napęd przejął szacunkowo (masa napędu do masy pilota = 30%) z punktu widzenia miejsca jego podczepienia ok 20% energii zderzenia z ziemią. Wyrównanie przeciążenia rzędu 6-8g do którego doszło (z danych obserwatorów  takich jak: prędkość przyziemienia, ilość i odległość odbić od ziemi) przejęła konstrukcja wózka.
Największe obciążenia zginające wystąpiły w obszarze zamka. Zamek zachował się prawidłowo, przejął  obciążenia, odkształcił się do granic geometrycznych i nie uległ rozerwaniu grożącemu wbiciu się części wózka w ciało pilota.
Największe obciążenia ściskające wystąpiły w podporach wypór (wraz ze zginającymi w belce podpór).  Podpory przejęły (sprężyście – maksymalne obciążenie ściskające z wyboczeniem) przeciążenie z trwałym odkształceniem belki. Założeniowo konstrukcja była tak projektowana. Podstawowym założeniem było stworzenie konstrukcji o tzw.  “strefie zgniotu” większej niż 35 cm. Opóźnienie wywołane niefortunnym przyziemieniem z przeciążeniem pow. 6g musi przede wszystkim uratować kręgosłup pilota. Wózek – to tylko pieniądze, a w przypadku tej konstrukcji, w końcu uprzemysłowionej, powtarzalnej – to tylko koszt części zamiennych .

Ciekawym faktem jest również to, że po 3-krotnej  kolizji z “glebą” wózek bez problemu, w całości dał się rozebrać na elementy składowe (do transportu) tj. osie, końcówki osi, pegi. Uszkodzeniu nie uległy również wzmocnione  koła z ośkami  14 mm i łożyskami maszynowymi (w standardzie airone.pro).

Szkoła latania z pod Paryża, która zaprosiła Ec-Extreme na testowanie sprzedawanych przez nich polskich konstrukcji, nie pozwoliła zabrać wózka do producenta (airone.pro). Szkoła pokrywa wszystkie koszty i zostawia sobie wózek (“przypinkę”do napędu) jako ekspozycję w celu pokazywania przyszłym adeptom miękkiego latania, jak powinna wyglądać konstrukcja tego typu sprzętu, ratująca pilotom zdrowie i życie.

Firma airone.pro  czyni starania w celu odzyskania uszkodzonej konstrukcji w celach analitycznych.

Zaściankowe opinie o konstrukcji wózków airone.pro, szerzone pokątnie bez żadnych dowodów empirycznych (nie mówiąc o technicznych), wynikają prawdopodobnie z uprzedzeń do nowinek technicznych, innych rozwiązań konstrukcyjnych niż spotykane i powielane z błędami  i po prostu z zaściankowości rodzimych producentów i dealerów sprzętu ppg.

Wojtek Piech

źródło: https://groups.google.com/forum/#!topic/pl.rec.paralotnie/cvT_nEwiItE

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

22 odpowiedzi na „Wózek Aironepro – wypadek na targach w St Hilaire