Odpowiedź Tomasza Kudaszewicza na artykuł: trudne zakupy, czyli nie tak łatwo jest nabyć upragniony sprzęt

Poniższy tekst jest odpowiedzią na artykuł autorstwa Michała Chilmona, pt. „Trudne zakupy, czyli nie tak łatwo jest nabyć upragniony sprzęt”. Przeczytajcie go, gdyż dzięki temu, jest okazja wysłuchać „drugiej strony”. Rozmawiałem w sprawie artykułu także z firmą EcExtreme i prosiłem o ustosunkowanie się jego treści, lecz firma nie komentuje tego typu wpisów, gdyż jak twierdzi właściciel – jako producent nie byłaby w stanie zachować się niezależnie, stąd od oceny produktów firmy są klienci.Nazywam się Tomek Kudaszewicz i jestem „dilerem z Białegostoku”.

W nawiązaniu do artykułu i toczącego się wątku chciałem zabrać głos, gdyż nie mogę zgodzić się z przedstawionym jednostronnie opisem zdarzeń, który stwarza nieprawdziwy obraz całej sytuacji Nie udzielam się na grupie paralotniowej, ale w tym wypadku nie mam innego wyjścia.

Chciałbym, byście zapoznali się z moim opisem . Być może wówczas okaże się, że komentarze, jakie padają na mój temat niekoniecznie są zgodne z prawdą.

  1. Dwa tygodnie przed Pararudnikami w Częstochowie, Pan Michał zadzwonił do mnie z propozycją, by zrobić u mnie uprawnienia na wózek, a przy okazji zakupić sprzęt – czyli „miło wydać pieniądze” – najlepiej jak najmniejsze.

A co napisał w artykule?

Sytuacja z Częstochowy: „… podszedł do nas instruktor i diler (z Białegostoku) z zupełnie innej firmy, której nie braliśmy zbytnio pod uwagę i ciągnąc mnie za rękaw zapytał, wskazując palcem na trajkę Airone: „Chcecie to kupić? Kupcie ode mnie…”

Jak brzmi stwierdzenie, że ja go ciągnę za rękaw ? Czy jestem namolnym sprzedawcą? Otóż nie! W normalny sposób kontynuuję zaczętą kiedyś rozmowę przez Pana Michała! Przecież w tej sprawie wcześniej już do mnie dzwonił !

  1. W artykule pana Michała sytuacja wygląda tak, jak gdybym to ja namówił jego i jego kolegę na Thora 250.

W rzeczywistości podczas dyskusji podpowiadałem zgodnie z doświadczeniem, by Panowie zakupili dużo mocniejszą trajkę z silnikiem mocniejszym od Thora 250, gdyż jeden z panów  waży ok. 100 kg. Mimo wszystko, po kilkudniowym namyśle dzwonią do mnie i twierdzą, że jednak zdecydowali się na Thora 250 i proszą mnie o przewiezienie ich na moim sprzęcie tandemowym. Oczywiście najlepiej za darmo – w ramach lotu testowego. Przekładam więc inne zajęcia i spełniam prośbę moich klientów – wykonujemy 3 loty testowe z trzema osobami – także na ich skrzydle.

Po lotach proponowałem również trajkę tego typu , na której sam latam z Thor 250, lecz klienci stwierdzają, że chcą inną, na podwoziu Airone oraz napęd z silnikiem Thor 250. Wymogiem transakcji jest dobry serwis oraz krótki czas realizacji zamówienia. Z czystym sumieniem polecam więc napęd firmy EC-Extreme z Gdyni i informuję klientów, że czas realizacji zamówienia wyniesie około 2 tygodni.

Zamówienie rusza, lecz po kilku dniach Pan Michał oraz Pan Zbyszek dzwonią do mnie stwierdzając – tu cytat: „Tomasz chcemy, aby nasze napędy miały inne uprzęże – Dudka”. W odpowiedzi od razu uświadamiam ich, że ten ruch może znacznie opóźnić termin realizacji. Klient oznajmia: „dowiedz się i podejmiemy decyzję” – CZYLI NIC NIE JEST PEWNE CO ZECHCE ZROBIĆ KLIENT, PRZEZ CO ZAMÓWIENIE WSTRZYMUJE SIĘ AUTOMATYCZNIE. – Oczywiście Pan Michał ze swojego punktu widzenia twierdzi, że nie wstrzymywał produkcji i że ma prawo być niezadowolony ze zmiany terminu.

W artykule Pan Michał drwi, że sam dowiedział się w 3 minuty o terminie uszycia uprzęży od Dudka – (oczywiście Dudek odpowie każdemu jaki jest termin realizacji świeżo złożonego zamówienia). Procedura jest jednak znacznie bardziej skomplikowana: producent napędów może mieć wcześniej zamówione kilka sztuk i czas realizacji może być zupełnie inny – krótszy, producent napędów musi również sprawdzić czy te uprzęże nie są już komuś innemu obiecane. To wszystko zajmuje czas. Dodatkowo mamy środek sezonu i przygotowania do slalomowych mistrzostw świata w Legnicy, na które każda firma wysłała dużą część personelu. Co poniektórzy zamykają firmy i jadą do Legnicy z całym personelem. Mówię tu o trudności dodzwonienia się gdziekolwiek, a tyle co Pan Michał dowiedział się w 3 minuty – ja to wiedziałem bez dzwonienia do firmy Dudek i od razu o tym poinformowałem. Stąd konkretną odpowiedź na temat uprzęży dostaję dopiero po 5 dniach i klient decyduje się na wersję pierwotną. Wznawiam więc zamówienie, lecz naturalnie termin zmienia się na trzy tygodnie.

Sprzęt jest u klienta już w 23 dniu od zamówienia, w dodatku napędy przyjechały jako pierwsze, na trzy dni przed wózkami! Natomiast w artykule Pan Michał myli lub pomija ten ważny fakt, oczerniając producenta napędów oraz pośrednio mnie jako dystrybutora. Przecież terminy zostały dotrzymane!

Jeżeli chodzi o kontakt klient-sprzedawca to panowie wcześniej przed dostarczeniem sprzętu wydzwaniali setki razy z różnymi dodatkowymi sprawami, pytaniami itp. Cierpliwie i uprzejmie odbierałem telefony, chociaż nie zawsze było to łatwe, gdyż prowadzę szkolenia. Mając kursanta w powietrzu nie odbieram telefonów, zrozumiałe jest również, że na maile odpowiadam z opóźnieniem.

  1. Gdy dostarczyłem napędy poprosiłem o dalszą wpłatę pieniędzy, gdyż zaliczki nie pokrywały wartości napędów, na co usłyszałem słowa – „nie zapłacimy dopóki nie dostaniemy wózków.” Panowie nie chcieli mi zapłacić za pozostawiony u nich bardzo drogi towar, stawiając mnie w bardzo trudnej i niepewnej sytuacji. Mimo wszystko pozostawiłem sprzęt u klienta – ufając, że rozliczy się ze mną w późniejszym terminie. Klienci testowali jeden napęd i nawet zadzwonili do mnie, że są bardzo zadowoleni ze startów z nóg.

Panowie zmieniali zdanie, jednego dnia oznajmiają mi, że znaleźli 8 różnych punktów w konstrukcji napędów, co do których mają zarzuty ,drugiego dnia już tylko jeden, twierdząc, że producent wytłumaczył im słuszność stosowanych przez niego rozwiązań.. Raz panom pasuje, raz nie i tak w kółko. Mogli sobie na to pozwolić, przecież nie zapłacili mi całej kwoty za napędy, trzymając mnie w szachu. Zostałem postawiony w dość niezręcznej sytuacji i sam nie wiedziałem, jak z niej wybrnąć. W związku z ciągłym niezadowoleniem klienta, osobiście zaproponowałem wycofanie się z tej transakcji.

Postanowiłem odzyskać sprzęt, który był już nieco uszkodzony: wgnieciona chłodnica, stopiony zegar i zakończyć tę transakcję „mego życia”. Czekam jeszcze na odesłanie mi przez klienta gwarancji oraz dodatków, które otrzymali.

Podsumowując: Nie mam sobie nic do zarzucenia – i potwierdził to Pan Michał oraz jego kolega, gdy odjeżdżałem ze sprzętem – Cytuję: „Tomasz nie mamy do ciebie pretensji, stanąłeś na wysokości zadania.”

Zastanawiam się jeszcze nad jedną kwestią. W artykule Pan Michał pisze o stratach z powodu długiego czasu realizacji i „kolejkach ludzi do latania tandemowego”. Tylko jak ci Panowie chcieli przewozić pasażerów, skoro nie mają uprawnień na wózki ? – a domyślam się tego, gdyż jeszcze kilka dni temu, w trakcie transakcji mówili, że chcą zrobić uprawnienia na wózek właśnie u mnie. I jeżeli tak jest, to jakie straty liczą jeżeli nie mogą i nie mogli wozić pasażerów na wózkach. Ale to oczywiście ich sprawa oraz ich ryzyko (a raczej ich pasażerów).

TROCHĘ TO WSZYSTKO DZIWNE, A JA OSOBIŚCIE CZUJĘ SIĘ POSZKODOWANY, WYKORZYSTANY I JESZCZE NA KONIEC KTOŚ PRÓBUJE ZEPSUĆ MI REPUTACJĘ.

A co do Producenta napędów EC-Extreme uważam, że jest firmą godną polecenia.

KWINTESENCJĄ JEST TEN OBRAZEK:

pk11

 

Pozdrawiam Wasz mistrz świata Tomasz Kudaszewicz.

 

Dodaj do zakładek Link.

2 odpowiedzi na „Odpowiedź Tomasza Kudaszewicza na artykuł: trudne zakupy, czyli nie tak łatwo jest nabyć upragniony sprzęt

  1. Danusia komentarz:

    Będąc świadkiem całej tej zakupowej sytuacji, po przeczytaniu kilku „ciekawostek”, postanowiłam zabrać głos w sprawie która mnie dotyczy. Mam na imię Danusia, jestem jedną z czwórki osób wymienionych przez Michała w artykule, i zamiast oblatywać z Michałem nowy sprzęt, oblatuję Wasze teksty…
    Po pierwsze, domyślam się że opisana przez Michała sytuacja dla niektórych doświadczonych osób nie jest niczym nowym, ale nikt wcześniej nie podzielił się swoimi przeżyciami ku przestrodze innych i tak owo doświadczenie każdy nabywać musiał sam. A kiedy wreszcie Michał postanowił sprawę opisać, w najwłaściwszy dla siebie sposób, bez podawania szczegółowych personaliów, adresów, stanu konta i rodziny, to nagle sprawa jest „gówniana” lub wymyślona na potrzeby podniesienia czytliwości strony- to na forum, natomiast poza forum docierają do nas różne historie…
    Po drugie, w całej transakcji nikt nie szukał niczego „tanio i dobrze”, natomiast normalnym wydaje mi się fakt, że jeśli ktoś sam z siebie, nienaciskany, proponuje atrakcyjną ofertę to raczej nie szuka się od razu podejrzliwości i luk. Nikt z nas nie jest dilerem, więc nie nam było oceniać czy dana oferta jest prawidłowy wyliczona, czy nie…
    Faktem też jest, że bez względu na porównania z przeogromnym rynkiem rowerowym czy samochodowym, zakupy sprzętów do latania nie były groszowe, to nie jest wydawanie 200zł na waciki, a całkiem konkretnej sumy, więc i oczekiwania co do traktowania klienta jak należy są jak najbardziej uzasadnione. Tym bardziej, jeśli klienta wie czego chce, a nie co mu inni narzucą, dokładając przy tym „bo tak ma być”.
    Przy rozmowie telefonicznej z producentem napędów było dużo konkretów i zapewnień o solidności pracy, natomiast przy zwróceniu uwagi na szczegóły, które rozmijają się z tą solidnością (np. wypadający wężyk, czy bryzgająca na silnik płynem chłodnica), nagle stajemy się tymi, którzy się czepiają…
    Do tego dochodzi teraz obrazek skrzywdzonego przez nas dilera. Niestety dilera, który w odpowiedzi na nasz artykuł dorzucił kilka rzeczy tak, aby podkręcić tę atmosferę pokrzywdzenia.
    Tomku, nikt nie umawiał się z Tobą przed ParaRudnikami na żadne zakupy- ani wstępnie, ani telefoniczne, ani jak najtaniej.
    Na ParaRudnikach owszem, rozmawiałeś z chłopakami na temat zakupów, od razu proponując je u siebie taniej.
    Dostaliśmy od Ciebie atrakcyjną ofertę wycenioną przez Ciebie i być może zabrakło Ci w tej wycenie uważności, skoro dopiero po kilku tygodniach zorientowałeś się, że nie jest ona dla Ciebie korzystna. Gdzie w tym nasza wina… ?
    Co do lotów testowych to nijak doliczyć się nie mogę tych trzech osób. Owszem, przyjechaliśmy do Ciebie we trójkę, owszem latał z Tobą Zbyszek, bo tak się wcześniej umówiliście, sam natomiast zaproponowałeś mi lot, za który Ci podziękowałam. Gdybym była w ciąży to na upartego faktycznie byłyby to trzy osoby, a tak… Nikt nie mówił o lataniu za darmo, ale Ty nie wspominałeś że mamy Ci płacić za te loty. Wystarczyło powiedzieć , że ta okazja kosztuje, określić jasno sytuację, zamiast sprawy zapłaty w ogóle nie poruszyć, a teraz nagle wylewać skrywane wcześniej żale.
    Uderzył mnie też czas realizacji- w rozmowie z producentem napędu każdy z nas słyszał od razu o dwóch tygodniach i było to miłym zaskoczeniem, nie usłyszeliśmy choćby cienia wątpliwości co do terminu max. 14 dni, wręcz powiedziane to było z dumą, że „dwa tygodnie i sprzęt będzie u was”, a teraz czytam: „Sprzęt jest u klienta już w 23 dniu od zamówienia […]” Mistrzostwo! Może nawet świata…
    Całą ta sytuacja z zamówieniami, zakupami była drogą na rolkach po brukowanym chodniku.
    Oby każdy z niej wyniósł lekcje dla siebie, które zostaną odrobione i zaprocentują z korzyścią na przyszłość dla tego, czym się każdy zajmuje. Nas nauczyły sporo, i tym chcieliśmy się z innymi podzielić. Najlepiej jak umieliśmy.

  2. Michał Chilmon komentarz:

    Zostałem wywołany do tablicy więc jestem.

    Po przeczytaniu tego wpisu – potwierdza się tylko obraz dilera jaki pozostawił nam po tej transakcji – niejasność, kombinacje i poplątanie.
    Do tego odnoszę wrażenie, że Pan Tomek nie czytał artykułu lub czytał go „na kolanie” – podobnie jak robił nam zamówienie w którym potem „się walną” o 2600 zł. Może większa uważność była by tu receptą na wyeliminowanie takich rzeczy ?

    Do rzeczy:
    Kilka kłamstewek i nieścisłości

    1. Dwa tygodnie przed Pararudnikami w Częstochowie, Pan Michał zadzwonił do mnie z propozycją, by zrobić u mnie uprawnienia na wózek, a przy okazji zakupić sprzęt – czyli „miło wydać pieniądze” – najlepiej jak najmniejsze.

    Zadzwoniłem luźno zapytać ile kosztują uprawnienia na trajkę, bo mam wszystkie inne, między innymi CP i że nie wykluczam zakupów, ale jedziemy na Rudniki by podjąć ostateczną decyzję od kogo kupimy sprzęt.
    Jak widać Interpretacja Pana Tomka jest daleka od tego o co pyta go klient.

    2. proszą mnie o przewiezienie ich na moim sprzęcie tandemowym. Oczywiście najlepiej za darmo – w ramach lotu testowego. Przekładam więc inne zajęcia i spełniam prośbę moich klientów – wykonujemy 3 loty testowe z trzema osobami – także na ich skrzydle.

    To prawda – polataliśmy z Panem Tomkiem – opisałem to przecież w artykule („Przed zamówieniem sprzętu chcieliśmy, by ów diler nas przewiózł na swojej trajce, by zobaczyć, jak zbiera się do lotu Thor250.”) To prawda – nasłuchaliśmy się ile to Pan Tomek musi przekładać, żeby zrobić nam loty testowe. W każdej rozmowie to słyszeliśmy. Wykonane co prawda zostały 2 loty a nie 3 (jak pisze Pan Tomek), pomimo że przyjechaliśmy we trójkę. Latał Zbyszek i Danusia. Być może dla Pana Tomka 2 i 3 to to samo.

    3. Sprzęt jest u klienta już w 23 dniu od zamówienia, w dodatku napędy przyjechały jako pierwsze, na trzy dni przed wózkami! Natomiast w artykule Pan Michał myli lub pomija ten ważny fakt, oczerniając producenta napędów oraz pośrednio mnie jako dystrybutora. Przecież terminy zostały dotrzymane!

    Zachęcam Pana Tomka do przeczytania artykułu z większą uważnością. (cyt. z artykułu: „Od zamówienia do tej informacji minęły 3 tygodnie z opcją, że napędy dostaniemy w sumie po 4 tygodniach. Nasza reakcja na tę cudowną wiadomość i wizję jechania po sprzęt 400 km (zgodnie z umową miały być nam dostarczone) była taka, że powiedzieliśmy dilerowi, że albo wywiąże się z umowy i tak już przeciągniętej, albo rezygnujemy z transakcji. Czekamy na napędy do piątku (przypominam, że wtorek-środa miały być u nas). Przyznać trzeba, że sprzedawca stanął na wysokości zadania i przywiózł nam sprzęt w piątek. Przy okazji nasłuchaliśmy się jeszcze, ile to on musi teraz rzeczy przełożyć i zostawić, żeby nam to dostarczyć, ale (chwała mu za to) dostarczył.”)

    Po postawieniu sytuacji na ostrzu noża napędy zostały przywiezione dokładnie 3 tygodnie i 3 dni od daty zamówienia (czyli po 24 dniach). Warto by Pan Tomek dodał od siebie, że musieliśmy się przy okazji nasłuchać ile to on wyrzeczeń musiał zrobić żeby wyrobić się w terminie.
    Takie wzbudzanie poczucia winy w kliencie – nie wpływa wcale dobrze na miłe relacje.

    4. Jeżeli chodzi o kontakt klient-sprzedawca to panowie wcześniej przed dostarczeniem sprzętu wydzwaniali setki razy z różnymi dodatkowymi sprawami, pytaniami itp. Cierpliwie i uprzejmie odbierałem telefony, chociaż nie zawsze było to łatwe, gdyż prowadzę szkolenia.

    Widzę, że Pan Tomek znowu ma problemy z liczeniem. Zadzwoniliśmy 3-4 razy dopytać o szczegóły, głównie o terminowość która ciągle się przesuwała. Być może dla Pana Tomka 3-4 razy to to samo co „setki”.

    5. Gdy dostarczyłem napędy poprosiłem o dalszą wpłatę pieniędzy, gdyż zaliczki nie pokrywały wartości napędów, na co usłyszałem słowa – „nie zapłacimy dopóki nie dostaniemy wózków.”

    To już jest kłamstwo najniższych lotów. Napędy zostały dostarczone nam w piątek po południu. Zaproponowałem czy przelew możemy puścić wieczorem, w odpowiedzi usłyszałem, że „bez problemu, może być nawet w poniedziałek”.

    6. Panowie zmieniali zdanie, jednego dnia oznajmiają mi, że znaleźli 8 różnych punktów w konstrukcji napędów, co do których mają zarzuty ,drugiego dnia już tylko jeden, twierdząc, że producent wytłumaczył im słuszność stosowanych przez niego rozwiązań.. Raz panom pasuje, raz nie i tak w kółko. Mogli sobie na to pozwolić, przecież nie zapłacili mi całej kwoty za napędy, trzymając mnie w szachu.

    Jeszcze raz odsyłam do artykułu, mam wrażenie, że Pan Tomek zupełnie go nie czytał i to co pisze jest wytworem jego własnej wyobraźni – jeszcze raz cytuję artykuł: „Producent telefonicznie zapewnił nas, że wypadające i cieknące przewody paliwa to nic strasznego i że tak może być, bo to są odpusty i nie mają wpływu na bezpieczeństwo lotu (ciekawe jak wytłumaczyć pasażerowi ten smród świeżego paliwa przy ciepłym silniku). Powiedział też, że odległość 1 cm węża od chłodnicy między śmigłem to norma i że tu nic się nie stanie. Na temat węża rzygającego płynem borygo na silnik i tłumik wypowiedział się, że to normalne przy pierwszym locie (u nas rzygał w każdych trzech lotach) i
    że wystarczy przetrzeć silnik szmatką. Odnośnie szarpanki walącej gdzie popadnie, między innymi w chłodnicę, stwierdził, że nie umiemy odpalać i musimy się tego nauczyć. Zapytałem, czy kosztem chłodnicy, której cena to 1500 zł? Przemilczał. Na temat mocowania manetki tylko się zaśmiał, a o koszu wspomniał, że tak ma być, bo on działa jak skorupka jajka – ma być sztywny przy wywrotce, a dwuringowy tego nie wytrzyma. „

    Nie trzymaliśmy nikogo w szachu , gdyż Pan Tomek sam zaproponował, żeby przelew zrobić w poniedziałek. W piątek i sobotę wykonaliśmy 3 loty testowe o czym też napisałem w artykule.

    7. W związku z ciągłym niezadowoleniem klienta, osobiście zaproponowałem wycofanie się z tej transakcji.

    Z transakcji to wycofaliśmy się my po tym jak nie otrzymaliśmy od producenta na czas wyceny modyfikacji napędów pod pierwotne zamówienie oraz po tym jak Pan Tomek ogłosił: znowu cytuje artykuł: „NIESPODZIEWANA DOPŁATA – doszedł jeszcze jeden wątek w tej całej sprawie. Diler odezwał się do nas po akcji testowej i naszej rozmowie z producentem i powiedział, że walnął się przy wycenie zestawów o 1300 zł od osoby i jeśli mamy je sobie zostawić nawet po modyfikacji u producenta, to powinniśmy mu dopłacić te pieniądze. Najchętniej jednak by od nas zabrał sprzęt i oddał producentowi, a ten miałby dla nas przygotować nową (dobrą) cenę, powiększając ją o koszt uzgadnianych modyfikacji. Tego już zupełnie nie rozumiem. Pracuję w usługach dość długo i czasem też zdarza mi się źle wycenić jakieś zlecenie, ale moją pomyłką nie próbuję obciążać innych. Jak widać są różne szkoły.”

    I jeszcze jeden cytat: „Całe to zamieszanie z niewłaściwym zamówieniem, testowaniem i dopłatą, brakiem na czas wyceny modyfikacji sprzętu oraz te wszystkie rozmowy (nieraz nerwowe) zmęczyły nas na tyle, że postanowiliśmy oddać cały sprzęt – i napędy, i trajki.”

    8. Postanowiłem odzyskać sprzęt, który był już nieco uszkodzony: wgnieciona chłodnica, stopiony zegar i zakończyć tę transakcję „mego życia”.

    Z tematem chłodnicy czy stopionego zegara – warto byłoby się zwrócić do producenta który nie zabezpieczył wężyków od paliwa i zamontował szarpankę w takim miejscu, że ciężko było by uniknąć szkód – w normalnym użytkowaniu. Zresztą sam producent chwalił się nam, że też rozwalił sobie chłodnicę za pierwszym odpalaniem. Nie wiem czy jest to powód do dumy czy do zmiany w konstrukcji. Zresztą to też opisaliśmy w artykule.

    9. W artykule Pan Michał pisze o stratach z powodu długiego czasu realizacji i „kolejkach ludzi do latania tandemowego”.

    Urprawnienia na loty tandemowe mam od kilku lat i mam w tym już jakieś doświadczenie. Starty z nóg (ok 150 osób przewiezionych). Uprawnienia na wózek to nie PPL i można je zrobić w miarę szybko. Po za tym cały czas posiłkujemy się kolegami którzy latają już na trajkach i regularnie wożą pasażerów, chcąc ich odciążyć postanowiliśmy sami zająć się tym segmentem. Gdyby transakcja z Panem Tomkiem przebiegła pomyślnie to dziś bylibyśmy już w trakcie robienia uprawnień na wózki. A tak, w tym sezonie pozostanie nam machać chusteczką do odlatujących turystów w trajkach pilotowanych przez naszych kolegów.

    10. TROCHĘ TO WSZYSTKO DZIWNE, A JA OSOBIŚCIE CZUJĘ SIĘ POSZKODOWANY, WYKORZYSTANY I JESZCZE NA KONIEC KTOŚ PRÓBUJE ZEPSUĆ MI REPUTACJĘ.

    Panie Tomku. Nie mamy do Pana ani do producenta żadnych uraz. Nasz artykuł jest zwróceniem uwagi na zjawisko jakie niestety występuje i jakie Pan serwuje swoim klientom. Jest też sygnałem dla producenta – że warto może jeszcze raz przemyśleć rozwiązania w swoich produktach, wszak świat idzie do przodu i wszystko się rozwija. Nie wiemy też co ma Pan na myśli – pisząc „poszkodowany i wykorzystany”, ale ma Pan prawo postrzegać rzeczywistość w sobie tylko nieodgadniony innym sposób i nic nam do tego. Co do reputacji – to cóż. Po naszym artykule doszło do nas bardzo wiele sygnałów, że nasz przypadek nie jest odosobniony, zakładam zatem że to nie my przyczyniamy się do pogorszenia Pana reputacji, ale sądząc po tym co nas spotkało – to Pan dzielnie nad tym pracuje.

    Życzymy uśmiechu i powodzenia 😉